wtorek, 12 maja 2015
Krzyż
To jest jak umieranie, to przechodzenie w innej świadomości stan. Ból jest tak wszechogarniający, pochłania każdą komórkę, jej nerw i wydziera z piersi krzyk. Pytasz, kiedy to przechodzi? Mijają godziny, może sekundy, a on jest nadal. Niezależnie od wszystkiego, od tego ile, co i do kogo, ale ględzę, narzekam, gadam. Tracę przyjaciół, znajomych, grunt pod stopami, potem sama na kawałki się rozpadam. I tylko został ten krzyż, pod którym znów upadam.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz