sobota, 16 maja 2015

Władza absolutna

Mój statek już stoi w porcie, za moment odpływa. Czy wsiądę na pokład, czy dam radę pracować jako rybak? Czy przetrwam chorobę morską, rozłąkę, whisky wieczorami pod pokładem, a po niej szepty pijanych wizji i łzy w poduszkę, izolację z lądem? Czy przepłynę najniebezpieczniejsze cieśniny, krzycząc w niebo ze strachu, by Bóg jeśli chce swej racji po raz ... dokazać, niech mój statek zatopi, a ja niech skonam, lecz niech się ten ostatni raz mi ukaże, niech będzie ten jeden raz PYSZNY! Lecz On tego nie dokona, popatrzy tylko z góry, jak się miotam i nie zejdzie ze swego piedestału i władzy nie odda. Swe berło absolutyzmu, koronę troistości statecznie dzierży i w swej sprawiedliwości wagę mego grzechu zmierzy. I nie jakiś siarczysty policzek, ale zdegraduje za nieposłuszeństwo, oko wykole za brawurę i głupoty, lub śmierć wymierzy za brak odwagi, mądrości, sprawiedliwości i powściągliwości, za nie posiadanie ani jednej cnoty.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...