niedziela, 11 stycznia 2015
Na serca dnie
Wczoraj byłam spełniona. Zmęczona, ale spełniona. Przyszedłeś do mnie bezwstydnie z tym w oczach ogniem. Zdjąłeś płaszcz i zawiesiłeś go na hak. Jej wzrok wówczas przez chwilę przestał śledzić nas i ja mogłam w końcu zwrócić ku tobie swą twarz. Powiedziałam nieskromnie, że dziś nie chcę sama zasypiać. Więc zdjąłeś koszulę, spodnie i położyłeś się obok mnie. Wziąłeś mą buzię w swe dłonie, ucałowałeś czoło, oczy, nos. Zrobiłeś to tak delikatnie, że pomyślałam, że to tylko motyl skrzydłami trzepotał. Zatrzepotał kilkakrotnie nim ostatni dech oddał. Zawirował w powietrzu jeszcze, po czym wpadł w me serce bezszelestnie. Leży na jego dnie do dziś dnia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz