wtorek, 27 stycznia 2015
Za 7-mioma górami
Byłeś tu wczoraj, jesteś i dzisiaj. Nie podchodzę bliżej, nie możemy się dotykać. Mieszkamy sobie, każde w swoim grobie. Kopiemy coraz częściej, bo życie nam ciosów nie szczędzi. Kto miał siły i wytrwałości więcej, ten odgrodził się od ludzi bardziej, leży od drugiego głębiej. Teraz leżymy na różnych poziomach, ty wyżej, ja niżej, komunikacja między nami jest coraz bardziej zakłócona. Kiedyś łączyły nas miłości chwile, dziś dzielą nas góry, lasy i ziemi mile. Czasem jednak na chwilę otwieramy oczy. Krzyczymy wtedy z rozpaczy, gryziemy palce z samotności. Wołasz mnie wtedy po imieniu, lecz zbyt głęboką wykopałam trumnę, twój głos ginie już za 7-dmą górą i 7-rzeką. Ja za 44 czekam, oddalona, ogłuszona krzykami innego zranionego człowieka.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz