niedziela, 4 stycznia 2015
W krzywdy zwierciadle
O ja pier...olę, chyba stałam się potworem. Nie istnieją krzywdy "na niby", virtualny świat mnie skrzywił. Kiedyś obiorę lepszą drogę, wybiorę ją, po namyśle, rozważnie. Udam się do domu naprawdę. Ciągle o tym myślę, marzę po kryjomu. "Nie mów nikomu, błagam Cię, bądź ciszej." Ciągle powtarzał Zbyszek. Kiedy w końcu twarz pokażę i komu? Tylko jaka jestem nie pamiętam, tak długo już tu egzystuję, że złamałam wszystkie świętości, nie dotrzymałam żadnej przysięgi, karmię wciąż własne słabości. I płacz nad sobą, płacz, oczyść duszę, zmieszaj smutek i radość. Tylko czemu mimo to gorycz odczuwać muszę?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz