Zachciało mi się tego, czego wszyscy pragną: marzeń spełnienia. Ale po kolei, bo jedno przeczy drugiemu, marzeń nie można spełniać, to tylko przecież jakiś pomysł, idea. Idee mają to do siebie, że istnieją, jako twory najdoskonalsze, najpiękniejsze, najpierwsze. Może być ich mnóstwo, mogą żyć jedna obok drugiej i wzajemnie się dopełniać, lub być całkiem niezależne. Lecz problem w tym, że moje się nie spełniają, to mój błąd semantyczny. I nawet jeśli się nie spełnią, to je mam. Choć są inne niż twoje, to mimo wszystko zdobią nas oboje. Marzenia są dla umysłu, delikatne i ulotne niczym wspomnienia. Lecz spotkasz pewnie na swej drodze niejednokrotnie człowieka, który spojrzy na ciebie krytycznie i stwierdzi, że jest realistą i wierzy tylko w to na co ma szansę wpłynąć i rozwieje twe iluzje, zdegraduje je do zera. Bo czym jest "Zbyszek"? Bo przestał być "Kimś". Odkąd przestałam go widywać, zaczęłam wierzyć w sny. Tam, gdzie go mam, w mej głowie, jest ciągle piękny i młody, odważny, wierny i szlachetny. I podobnie jak ja samotny. Dopełniamy się wzajemnie, bo gdy patrzę w jego oczy, widzę siebie. Również piękną i młodą, wierną i dobrą. Lecz prawda jest taka, że ten obraz w mojej głowie wcale nie pasuje do mnie. Dzieli nas wiek, doświadczenia, styl życia i marzenia. Bo on marzy o dzielnej istocie, gorącej jak dzika lamparcica i pięknej w swej prostocie. Trudnej i twardej, jak do zgryzienia orzech. A na imię miała...Agnieszka
Cóż mogę zrobić, chyba tylko zaakceptować, że Zbyszka mieć nie mogę.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz