niedziela, 18 stycznia 2015

Marzenia o różach i strzelbach

Zachciało mi się tego, czego wszyscy pragną: marzeń spełnienia. Ale po kolei, bo jedno przeczy drugiemu, marzeń nie można spełniać, to tylko przecież jakiś pomysł, idea. Idee mają to do siebie, że istnieją, jako  twory najdoskonalsze, najpiękniejsze, najpierwsze. Może być ich mnóstwo, mogą żyć jedna obok drugiej i wzajemnie się dopełniać, lub być całkiem niezależne. Lecz problem w tym, że moje się nie spełniają, to mój błąd semantyczny. I nawet jeśli się nie spełnią, to je mam. Choć są inne niż twoje, to mimo wszystko zdobią nas oboje. Marzenia są dla umysłu, delikatne i ulotne niczym wspomnienia. Lecz spotkasz pewnie na swej drodze niejednokrotnie człowieka, który spojrzy  na ciebie krytycznie i stwierdzi, że jest realistą i wierzy tylko w to na co ma szansę wpłynąć i rozwieje twe iluzje, zdegraduje je do zera. Bo czym jest "Zbyszek"? Bo przestał być "Kimś". Odkąd przestałam go widywać, zaczęłam wierzyć w sny. Tam, gdzie go mam, w mej głowie, jest ciągle piękny i młody, odważny, wierny i szlachetny. I podobnie jak ja samotny. Dopełniamy się wzajemnie, bo gdy patrzę w jego oczy, widzę siebie. Również piękną i młodą, wierną i dobrą. Lecz prawda jest taka, że ten obraz w mojej głowie wcale nie pasuje do mnie. Dzieli nas wiek, doświadczenia, styl życia i marzenia. Bo on marzy o dzielnej istocie, gorącej jak dzika lamparcica i pięknej w swej prostocie. Trudnej i twardej, jak do zgryzienia orzech. A na imię miała...Agnieszka              
Cóż  mogę zrobić, chyba tylko zaakceptować, że Zbyszka mieć nie mogę.                         

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...