Ileś błędów jeszcze popełnię, by się naprawdę zmienić. Na pewno zrobię to, choć chętnie usłyszę, gdzie stoję ja, gdzie jest wyjście i jak wygląda rozwiązanie poprawne. Choć wiem, że nie uchodzą mi płazem, bo ktoś tam zawsze je obserwuje, zapisuje, sprawdza przewinień wagę. Wiem, wiem, jestem w swej ascezie błaznem. I nic sobie z tego nie robię, choć społeczeństwo wcale nie patrzy przez palce, z naszych upadków się cieszy. Bo ludzie to masa, tłum, dzikie zwierzę, które nie potrafi myśleć, ciągle ściga się z czasem, biegając niczym chomiki w kółku, prowadzi statystykę z ilości, zamiast zbierać socjety własne. Ktoś rzuca coś na pożarcie tłumowi: dziś moje nieszczęście, twoje poświęcenie, wszystko na marne. Przyglądam się, lecz twarzy nie widzę, ukrywa ją pod hojności płaszczem. A lud wielbi swego kolejnego Zbawcę, śmieje się, żałuje, na kolana pada, gwiżdże, klaszcze. Tylko nie wie, że śmierć czeka za pasem, daninę zbiera w tango Cię zabiera. Odmówisz jej? Tylko jeden taniec...
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz