środa, 8 kwietnia 2015
Zwierciadło duszy
"Nie samym chlebem żyje człowiek", lecz lękami, obawami, pesymistycznymi myślami, trudnym dzieciństwem, z niekochającymi nas rodzicami. Krytykującym nas szefem, marudzącą żoną, nieobecnym mężem. Nienawiścią, pracą lub wspomnieniami. Do kilkunastu razy sztuka, potem za jedzenie, tabletki, zakupy, alkohol, sex lub nóż chwytamy. I gdy już tylko w połowie jesteśmy tym kim byliśmy, elegancką kobietą, z klasą babką, młodzieńcem wysportowanym lub facetem z jajami, o swojej dawno temu porzuconej osobowości sobie przypominamy. Patrzymy w lustro, w twarz żony, męża, dziewczyny, chłopaka, własnej matki, siostry i brata. Widzimy w ich oczach jak w zwierciadle, co zostało z człowieka, którym byłem, którym mogłem się stać, gdybym nie był na dnie. Kiedy tak pobłądziłam, kiedy to się zaczęło, że sens życia zagubiłam. Wędrówka w labiryncie będzie jeszcze długo trwać, dopóki nie zacznę zwijać, rozwijanych przez lata nici kłamstw. Zajmie mi to więcej lat, niż czas przez jaki te sieci tkam. Powstało wiele supłów, które nie jest tak łatwo rozplątać. Lecz od czego mam rozum, cierpliwość, może nawet przyjaciela...żeby etycznie zacząć postępować i żyć jak Pan Bóg przykazał, bez nałogów, wynaturzeń i bez kłamstw. I pamiętaj, że zawsze masz wybór i zawsze jedna jest w prawo, inna w lewo droga i nie ma limitu czasu, możesz już dziś, lub za rok ponownie spróbować. Czy być dobrym, prostodusznym człowiekiem, jak Ghandi lub św. Antoni, chrześcijański patron nasz? I nie rób tego za dudki, z zazdrości, na złość ojcu lub matce, lub by się komuś przypodobać. Bo to ty wybierasz kim jesteś, kim chcesz się stać.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz