sobota, 4 kwietnia 2015

Nie ma dokąd uciec

Wesołe Święta, uuu jak się bawię świetnie. Krzyki z bólu, z nerwów wycie do księżycia. Myślałam rozpalić ognisko domowe, bo tu nikt o nie nie dba, nikt nie zawraca sobie obcokrajowcem głowy. Chciałam odpalić trochę od Ciebie, ale mokre od łez drzewo nie jest dobrym energii przewodnikiem. Dziś z rąk mi lecą szklanki, wrzątek po dłoniach splywa. Potłukłam dzbanek i wsłuchuję się w życie, które dogorywa. Strach we mnie zwycięża, brak nadziei, słaba na założenie rodziny perspektywa. Niewiedza, w którą stronę teraz, mnie po trochu zabija. Uciekać, jak najdalej, od bólu w tym domu, od bólu każdego, nawet najmniejszego. Uciekać, tylko, gdzie? Nieważne, zostawić wszystko, ją, ciebie, myśli, wspomnienia bolesne. Byle nie tu, nie teraz, byle dalej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...