poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Przed snem

Gdy stajesz się przeszkodą, zbyt trudną do odegrania rolą, to czy umierasz, stając się ziemi solą? Zamykasz oczy i odchodzisz, przestajesz myśleć, mrzonki o Zbyszku mnożyć. On się poskładał, rodzinę założył, zdradził, lecz z żoną się dogadał. A ja zostałam na moście sama, czekam aż przyjdzie. Szumu deszczu słucham, fakty i słowa jego, niczym puzzle do kupy składam. Powstał obraz, na ścianie wieszam. Przyklękam przed nim i do świętej rodziny Zbyszka modlę się, czczę jego żonę, wyznaję w niego wiarę i do dziecka się modlę. Jestem śmieszna. Ryczeć do poduszki spadam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...