wtorek, 14 kwietnia 2015

Najpiękniejszy sen

Już nie płaczę, łzy przestały być moim pokarmem. Albo coś się do kanałów łzowych dostało i odpływ uczuć zablokowało.Teraz nie wiem, czy jeszcze coś czuję i czy w ogóle to umiem? Gdzieś tam w środku, w mej duszy, coś tam jednak krzyczy, coś się dusi. Może to tylko grzeszne myśli, uczucia pozbawione sensu. Może nie warto określać ich treści. Nic mi nie wychodzi. Nie zdobyłam w życiu wiary, nadziei ani miłości. A zabrakło tak niewiele, tylko o tych kilka lat później, gdybym się urodziła, może bym dziś z nim za ręką chodziła. I mielibyśmy już dwoje, troje dzieci zapewne. Gdy się kogoś z wzajemnością kocha, ma się wielkie szczęście. Ale mnie widocznie Pan Bóg wyznaczył ambitniejszą rolę: jego pierwszej kochanki, nauczycielki kobiecej psychiki, przerośniętej zabawki. Spotkał mnie na swej drodze do szczęścia. Bycie dla niego utylitarną, to synonim zwycięstwa. Rozwinął się, nauczył latać, czas wypuścić go z gniazda. Dorósł, dobrze się spisał, nie będę niesprawiedliwa. Tylko chciałabym pomarzyć jeszcze przez chwilę, że jest moim facetem i że życie u jego boku spędzę. Nie płacz, kobieto, przyjdzie na to czas jeszcze!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...