piątek, 5 grudnia 2014

Przejścia

Przechodzę przez jezdnię. Nie rozglądam się na boki. Coś nadjeżdża. Panikuję. Zatrzymuję się na środku drogi. Przeprawiam się przez rzekę. Idę po wodzie, lecz nie potrafię być Bogiem. Zapadam się. Tonę. Przechodzę przez most zwodzony. Nie patrzę pod nogi, tylko podziwiam surowej przyrody widoki. Deski trzeszczą, pękają. Spadam. Na kawałku liny wiszę. Krzyczę. Wołam Cię: Zbyyyszek! Tylko echo w pustej dolinie odpowiada. Przechodzę przez gehennę, wyciągasz pomocną rękę. Czy jej dosięgnę? 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...