środa, 31 grudnia 2014

Miłość, choroba przenoszona drogą płciową

Znalazłeś mnie mój smutku, choć przecież się tak dobrze schowałam, odeszłam na palcach, po cichutku. Wyżłobiłeś ciemne plamy, na oczach białej damy. Znalazłeś mnie milczącą, wciąż w okno spoglądającą. Nie było już w nim rycerza, ani przyjaznego duchom człowieka. Rycerz był, lecz odjechał, przestraszył się ducha-człowieka.  Z początku duch był żyjący, a rycerz bardzo miły, gładził białą skórę, pieścił, zakochany nie czuł zapachu mogiły. Nazwał ją alabaster, mówiąc, że ta skóra ma w sobie szlachetny pierwiastek. Dotykał jej, pieścił, całował, lecz ona pozostawała wciąż biała, nie rozpalała jej jego uroda. Nieszczęsny nie mógł pojąć, że ona, jest zaczarowana, w śmierci tkwi szponach. I choć się w nim zakochała, to okazać mu tego nie umiała. Gdy pojął rycerz swą pomyłkę, oszalał i uciekł z krzykiem. Bo cóż mu po smętnej miłości, gdy on pragnie wieczności, gdy  na świecie tyle życia, młodości. Porzucił więc drętwą panienkę. W oknie dostrzegł jeszcze jej białą sukienkę. Lecz zabrał wraz z sobą jej smutek. Taki był  jego przygody finał i taki był śmiertelnej miłości skutek...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...