poniedziałek, 8 grudnia 2014

Granica bólu

Jak bardzo samotność rozsadza mnie dziś na kawałki. Usuwa chęć życia, likwiduje wolę walki. Jesteś w potrzebie? Masz dążenia, marzenia? Szukasz człowieka smutniejszego od siebie? Popatrz na mnie, a gwarantuję, że poczujesz się lepiej. Moje bezpłodne życie, popychana, mała, przygnieciona problemami, trupio blada. Jestem tą ręką, która poda herbatę, twojej schorowanej, starej matce. Jestem tym słowem, spełnioną obietnicą, pójścia z tobą na wojnę. Jestem tym 36-letnim  żołnierzem, ginącym w dniu swoich urodzin na froncie. Potem jestem już tylko spokojem, nudą, lecz mimo to pracującym mózgu zwojem. Bo w życiu liczą się zwycięstwa, nagrody. Przegrany odchodzi. Więc maszeruję, wytrzymuję zdziwione spojrzenie twoje. Myślisz, że nie widzę ulgi na twej twarzy, gdy decyduję się odejść? Nagle przytomnieję. Przypominam sobie, że muszę jeszcze coś zrobić. Zawracam. Idę pod prąd, mimo to, do przodu. Ktoś jest za mną, przede mną, po moim prawym i lewym boku. Biegnę do tego miejsca, gdzie się rozstaliśmy. Muszę Ci jeszcze to powiedzieć, czego wcześniej nie dałam rady. Że kocham, że stoimy na skraju przepaści. Nie wiem, czy potrafię spełnić twe marzenia, lecz dotrzymam zobowiązania, zostaję. A ty czekasz, tam gdzie zawsze się ze mną umawiałeś. Słuchasz. O wszystkim wiedziałeś. Nie, nigdy nie zapomniałeś. To prawda, ty też nie wiesz co się jeszcze wydarzy, ale jedno jest pewne: potrafisz przywrócić uśmiech na mej twarzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...