czwartek, 4 grudnia 2014

Topielica

Ból przychodzi z każdej strony, gdy już jesteś spokojny, znudzony, wyciszony. Znienacka uderza, wtedy, gdy się go przestajesz spodziewać. Tu nie biorą jeńców, strzelają w tył głowy, po wszystkim odwracają zimne oczy i zadają jeszcze dla pewności nożem ciosy. Po wszystkim wycierają w białą serwetkę ręce i odkładają broń na swoje miejsce. Wyrachowana gra pozorów, przy czym nikt nie jest pewien czy mord był potrzebny. Potem otwierasz swoje martwe oczy i patrzysz w niebo, tylko biała potargana koszula okrywa twoje sine ciało. Zimą jakiś flisak odkrywa Cię na dnie strumienia. Myśli: znałem ją kiedyś z widzenia. Rzuca  w toń czerwoną różę na do widzenia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...