czwartek, 4 grudnia 2014
Topielica
Ból przychodzi z każdej strony, gdy już jesteś spokojny, znudzony, wyciszony. Znienacka uderza, wtedy, gdy się go przestajesz spodziewać. Tu nie biorą jeńców, strzelają w tył głowy, po wszystkim odwracają zimne oczy i zadają jeszcze dla pewności nożem ciosy. Po wszystkim wycierają w białą serwetkę ręce i odkładają broń na swoje miejsce. Wyrachowana gra pozorów, przy czym nikt nie jest pewien czy mord był potrzebny. Potem otwierasz swoje martwe oczy i patrzysz w niebo, tylko biała potargana koszula okrywa twoje sine ciało. Zimą jakiś flisak odkrywa Cię na dnie strumienia. Myśli: znałem ją kiedyś z widzenia. Rzuca w toń czerwoną różę na do widzenia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz