To będzie krótka piłka: Cztery tygodnie i dni kilka. Nim kula ziemska obróci się razy 30-ści, ja znów będę spacerować po krakowskim przedmieściu. Odwiedzę może osób kilka, chorego wujka, może spotkam Zbyszka. Wszystko się ułoży, zobaczysz...muszę tylko przetrwać ten świąteczny czas. Mogła być choinka, śnieg, twój uśmiech od ucha do ucha i polska kuchnia domowa. Jest cierpienie, ból, mój smutek, czyjaś zazdrość i atmosfera grobowa. Są zakazane piosenki, szeptane przez sen marzenia, duże troski i małe spełnienia. I ktoś jest jeszcze, może jeszcze o tym nie wie, ale swoją wiarą we mnie, dokonał cudu, bo zwyciężył me nieszczęście.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz