niedziela, 21 grudnia 2014
Nirwana
Czasem bolą cię oczy, od wypatrywania drogi. Od walki z samą sobą, by ciągle iść do przodu. Nie zatrzymam się na moment, gdyż stracę z oczu cel. Choć on ciągle się oddala i na moje zmęczenie nie zważa. Był już prawie, prawie mój. Już trzymałam go za rękę, lecz zniknął jak za magicznym zaklęciem. Lub go sobie wymyśliłam, oczy tylko wypatrzyłam. Ach, ja głupia, w moje szczęście uwierzyłam. Znów go widzę, tam daleko widnieje horyzont. Jest bezkresny, tak jak moja do Niego miłość. A za nim mój cel - nicość.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz