czwartek, 5 czerwca 2014

Wszyscy jesteśmy piep... Mesjaszami

Zbawienie przychodzi zawsze z góry...a czasem z wielu gór może przyjść wielu Zbawicieli. Ale może zacznę od początku. Zanosiło się na to od dawna. Grzech, rozpusta rządziły moim życiem. Byłam kobietą upadłą, rozkosznym zagrożeniem dla istniejącego od wieków porządku. W grze bez reguł byłam nagrodą i stawką. I byłam też głęboko zranioną wrażliwą osóbką...Nie to miejsce i nie ten czas. Wtedy, kiedy już nie było nic, kiedy mój świat spowiła ciemność, z mroku zaczęła wyłaniać się postać. Człowiek i Anioł. Piękny i groźny niczym demon. Postać tak bardzo zagadkowa i przerażająca, że nazwałam ją: Neo-Mesjasz. Czyli Ten który przyszedł, aby mnie zbawić. Czy spotkanie było przypadkowe i czy nazwanie go Mesjaszem, było tylko pobożnym życzeniem, czy działaniem pod wpływem sił nadprzyrodzonych, może Ducha Św.? A może zwyczajnie zmęczenie materiału, silna potrzeba zmiany kierunku życia, które toczyło się po równi pochyłej. Może nie był On przyczyną zmian, a raczej znakiem dokonującej się już od dawna przemiany mojego życia. Faktem jest, że po nim poznałam jeszcze wielu facetów i dopiero wtedy weszłam tak naprawdę na drogę w kierunku prostytucji. Może nie uratowałeś mnie ani wtedy, kiedy był na to czas, miejsce i siły, ani później. Dziś uświadomiłam sobie, że wszyscy jesteśmy pieprz...kalekami, ale ja na to, że jestem sama, że nie wierzę, mam wymówkę. Ty jej nie masz...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...