wtorek, 10 czerwca 2014
Siły natury
Wieczór zapowiadał się upalnie. W ciągu dnia temp. dochodziłą do 30 st., nikt nie podejrzewał takiego finału. Beztroskie rodziny na rowerach, dzieci jedzące lody, pary wylegujące się na kocach i flirtujące, dla których gapie są tylko obojętnym dodatkiem, a nie przeszkodą do pieszczot. W krajach północnych, w przeciwieństwie do Południa, gdzie mamy samych romantyków, poetów, gdzie miłość jest zjawiskiem metafizycznym, (doprawdy nie rozumiem jak nasze społ. przetrwało do dziś skoro już słowo seks na pd. jest tabu, no ale podobno mamy niż nawet na wsiach) główną cechą dominującą jest naturalizm. Przejawia się to także w samej naturze jako takiej. Drzewa rozrastają się tu do ogromnych rozmiarów. To właśnie stało się poniekąd powodem dzisiejszego zamieszania. Ale wrócę do początku. Wieczorem niebo spowiły chmury burzowe, które raz przysłaniały słońce, to znów odpływały dalej. W pewnym momencie rozpętała się wichura. Najpierw wiał tylko bardzo silny wiatr, kołysząc ogromnym świerkiem przed moim oknem. Po jakimś czasie zamiast się uciszyć, wzmagał się i zaczął padać deszcz. Zamknęłam wszystkie okna, i usiadłam przed komputerem. Co jakiś czas spoglądałam w okno. Było coraz gorzej i gorzej, wiatr już nie wiał, on po prostu siał spustoszenie. Stanęłam w oknie i patrzyłam, czekając w którym momencie wywali szyby w domu. Słyszałam spadające dachówki. Wszystkie kwiaty w doniczkach, które tak Niemcy z lubością stawiają przed domami były powywracane. A wiatr nie przestawał. Błyskało przy tym i grzmiało niemiłosiernie. Momentami widok z okna przypominał kadr z czarno-białego filmu. A dziś mamy stan po. Autobusy nie kursują. Wzdłuż ulic leżą połamane czubki drzew, masa gałęzi i czyni to drogi nieprzejezdnymi. Nikt nie pracuje, wszyscy usuwają zniszczenia wokół domostw. Niesamowite, jak fascynacja pomieszana ze strachem kieruje tłumem, masą, jakim stali się dziś mieszkańcy Recklinghausen.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz