sobota, 28 czerwca 2014

Moja walka

Kiełkuje we mnie nadzieja. Właściwie, to już niedługo nie będę jej w stanie ukryć pod szeroką bluzą i spodniami dresowymi, pod poważną miną i smutnym wyrazem twarzy. Nadzieja na radość powrotu na stałe do Ojczyzny. To jest nasze wspólne dziecko, które powołaliśmy do życia przesiadując razem godzinami na gg. A może wykorzystywałam Cię niecnie każdej nocy, gdy spałeś i marzyłeś. Potem pisałeś piękne historie z erosem w tle. Teraz owoc naszego grzechu domaga się wyjścia na świat. Nasze dziecko nie czeka tu żadna przyszłość, tylko powrót do ojczyzny moich przodków może zapewnić mu szczęśliwe i godne życie. Nie potrafię nic innego poza prowadzeniem kiosku. Ale zanim to nastąpi, muszę stoczyć może ostatnią już walkę: dziś żyć i umrzeć muszę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...