sobota, 7 czerwca 2014

Ale w środku...umieramy ze strachu, że to się skończy

Możesz być moim bohaterem, kochanie, bez logicznego sensu. Ja mogę być twoim wzorem fizycznym, nad którym męczysz się i podstawiasz za każdym razem inne dane, ale wynik jest wciąż niezadowalający. Razem możemy być tymi brakującymi współrzędnymi, które niepotrzebnie zastępujesz nowymi cyframi. A tak jesteśmy jak dwa kurczaki w skorupce, w jednym gnieździe i pracowicie walimy dzióbkami w ściankę jaja, w którym jednak jest nam dobrze, wygodnie i czuje się bezpiecznie. Ale złościmy się i wciąż pytamy Boga: dokąd jeszcze mam tak stukać, pukać i walić, już mi się to znudziło. Ześlij mi Panie jakąś pomoc, bohatera, który mnie z tego jaja wyciągnie! Ale sęk w tym, żeby nie ustawać, żeby się pomęczyć, bo to co ma się stać, już się dzieje. Przecież kiedyś uda nam się wyjść z tego jaja i znajdziemy się blisko, bo i przecież obok siebie leżą nasze jajka. Powiem dziś Bogu, że zgadzam się z Jego wolą, bez względu na to, jak bardzo trudne zadanie przede mną w danym momencie stawia. Dziękuję, Panie, że mogę je wypełniać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...