piątek, 6 czerwca 2014
Każdy początek jest trudny
Dziś wzięło początek, nie, nie wtedy, gdy złamałam nogę i nie, gdy
robiłam rzeczy złe. Dziś nie zjawiło się nagle, nie wiadomo skąd i po co
przyszło. Dzisiejszy dzień był spokojną muzyką, śpiewem ptaków, jazdą
na rowerze po zakupy, powrotem do babci, jej wyczekiwaniem na
popołudniową rozmowę ze mną, połączoną z piciem herbaty. Dziś było łąką z
pasącymi się brązowymi krowami, zagrodą z końmi, wiatrem we włosach i
słońcem na twarzy. Smaczną rybą na obiad z sałatą, chwilą oddechu przy
komputerze i chwilą zadumy nad czyimiś wierszem, i refleksji nad mądrymi
słowami. I dziś jest jeszcze tylko poznawaniem sztuki odepchnięcia i towarzyszącemu temu uczuciowi smutku, depresji, chęci autodestrukcji...i czymś jeszcze...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz