środa, 18 czerwca 2014
Materia i forma
Słowo adopcja pojawiło się u mnie po raz pierwszy na studiach, gdy, jak już wspominałam, w kościele Dominikanów znalazłam broszurkę o duchowej adopcji dziecka poczętego. O dzieciach trochę wiem ze studiów, gdyż kończyłam Uniwersytet Pedagogiczny, miałam praktyki w szkołach. Wiem, że one nie są zabawką. Mają swoje potrzeby, problemy. Trochę wiem, o tych problemach, choć nie z własnego domu, gdzie czułam się bardzo kochana. Tata często wyjeżdżał do pracy za granicą, ale kiedy już był, nosił na barana, zabierał na wycieczki: latem nad Rabę, gdzie uczył nas pływać, pokonywać lęki i bariery, które często istnieją tylko w naszych głowach., a zimą: no cóż, wtedy się czytało książki. Nie powiem, że byliśmy zawsze grzeczni, ale raczej z tzw. dobrej rodziny. Choć tego taty, tak często brakowało...Za to zawsze była mama, kochana, ciepła, troskliwa i smutna...Było jej ciężko, dziś ją rozumiem. Wiele lat tata jeździł za granicę i nieobecny był całymi miesiącami, a wracał czasem tylko na kilka tygodni. Dziś mamę rozumiem, ja jestem też bardzo często sama ze swoimi problemami, mężczyzna nie jest żadną receptą na szczęście, wiem to od dziecka. Choć my kobiety bardzo was szanujemy i często lubimy, kształtujemy życie tak, jakbyście byli częścią naszego życia i mieli nią być zawsze, nawet gdy was nie ma. Czasem ta nieobecność jest tylko incydentalna, jak np. pójście do pracy, czasem jednak jest ona faktem. Co wtedy? A wtedy należy ukształtować swoje życie bez mężczyzny, o ile to jeszcze jest możliwe, stworzyć świat, gdzie Bóg jest kobietą. Ale też nigdy się nie zamykać na rzeczy nowe i piękne. Myślę, że nie mogłabym adoptować dziecka. Nie sama. Sama nie stworzę rodziny. Musi być przynajmniej 2+1, nie inaczej. Inaczej nie uratuję ani dziecka, ani swojej duszy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz