poniedziałek, 23 czerwca 2014

Obudź mnie, gdy skończy się październik

Zima i wiosna, tak szybko minęły, a niewinność nie może trwać wiecznie. Obudź mnie, gdy minie październik.
Byłeś dla mnie alfą i omegą, początkiem i końcem. Początek był piękny i radosny, wypełniony zabawnymi minkami, wścibskimi włosami wpadającymi nam w pół słowa, pięknymi metaforami przypadkowych spotkań naszych na konkursach recytatorskich i tych nieprzypadkowych też. Czułymi epitetami  wypowiedzianymi nieumyślnie, gdy staliśmy pod drewnianym stropem ozdobionego wiechą dachu. Objęciem wpół na przystanku pod sklepem i przepuszczonymi autobusami do domu, w zamian za ostatni długi pocałunek na do widzenia. I jeszcze tym ostatnim spojrzeniem pełnym rozdzierającego serce smutku, łzami płynącymi po policzku, gdy sprzed oczu znika piękny krajobraz. Teraz jesteśmy rozdartym na pół istnieniem, którego część jest pogrążona we śnie o niewinności, a część brodzi w szarej rzeczywistości. Jesteśmy czekaniem. Podwójnym czekaniem: na koniec lipca i koniec października.  

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...