Zima i wiosna, tak szybko minęły, a niewinność nie może trwać wiecznie. Obudź mnie, gdy minie październik.
Byłeś dla mnie alfą i omegą, początkiem i końcem. Początek był piękny i radosny, wypełniony zabawnymi minkami, wścibskimi włosami wpadającymi nam w pół słowa, pięknymi metaforami przypadkowych spotkań naszych na konkursach recytatorskich i tych nieprzypadkowych też. Czułymi epitetami wypowiedzianymi nieumyślnie, gdy staliśmy pod drewnianym stropem ozdobionego wiechą dachu. Objęciem wpół na przystanku pod sklepem i przepuszczonymi autobusami do domu, w zamian za ostatni długi pocałunek na do widzenia. I jeszcze tym ostatnim spojrzeniem pełnym rozdzierającego serce smutku, łzami płynącymi po policzku, gdy sprzed oczu znika piękny krajobraz. Teraz jesteśmy rozdartym na pół istnieniem, którego część jest pogrążona we śnie o niewinności, a część brodzi w szarej rzeczywistości. Jesteśmy czekaniem. Podwójnym czekaniem: na koniec lipca i koniec października.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz