poniedziałek, 17 listopada 2014
Loteria
Ten los nieświadomie wybrałam. Musiała go wyciągnąć jedna, spośród dwóch kobiet: ja lub mama. Z rozpaczą się we, własną ręką wyciągnięty, los wpatrywałam. Tak, płakałam. Serce upadające z jadącego autobusu oglądałam i niemo do oddalających się krzyczałam. Może dlatego wyjechałam, że męża i dzieci nie miałam, może też za słabo kochałam. Zostawiłam daleko za sobą odpowiedź na te pytania. Wgryza się więc we mnie to życie tutaj niczym lew, a ja jestem jak bezbronna łania. Powoli umieram, bo do tego życia byłam nieprzystosowana, a dla wcześniejszego jestem już martwa.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz