sobota, 8 listopada 2014

Imię róży

Nie muszę chyba dziś swojego samopoczucia opisywać. Nie przetrwam tego bez bólu. I jeszcze ta wszechogarniająca cisza, która rozwiązania podsuwa, beznadziejność sytuacji uświadamia, przeraża i dusi. Myślę, że rozumiem, że kobieta w takim stanie ducha, nie jest ci miła, ani przyjemna dla ucha. Płacz i smutek są bardzo męczące, potem nie mają na sex ochoty księżniczka i jej książę. I przechodzą obok tego do porządku dziennego, by po jakimś czasie stwierdzić, że już nic ich nie łączy i on chce się w tym przekonaniu utwierdzić. Zaczyna podejrzewać, że ona ma kochanka, ona, że on jej nienawidzi i dlatego chce, żeby pisała z jego kolegą. Dziwnie się to układa, on myśli, że ona go zdradza. Ona, że ten kto do niej pisze ma za zadanie zepsuć jej opinię, by potem jej ukochany, mógł odejść bez skrupułów do innej damy. A może praca przy chorym zniszczyła jej przetrwania wolę i robi te rzeczy świadomie, ukrywa, że wie, że to ukochany pisze do niej i nie chce się przyznać do tego, że słabnie i że sił już całkiem jej niedługo zabraknie, by walczyć o ich związek. Przestało jej zależeć na opini, która jest podstawą wszystkich związków na ziemi. Bo przestało jej zależeć na sobie, swym imieniu i swojej osobie. Dlatego stała się hien pożywką, bo zwątpiła w miłość i wspólną ich razem przyszłość. A potem to już było przesądzone, że on z nią zerwie, bo jest złą kandydatką na żonę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...