sobota, 15 listopada 2014
Ćśśiiichoo...
Nieładnie jest zazdrościć komuś szczęścia, walczyć o byt, egzystować na granicy nędzy. Niektórych fascynuje wojna, choroby i śmierć. Czy wolno mi myśleć, że środek uświęca cel? Ani cel też nie uświęci środka, jeśli grzeszną jest droga do niego wiodąca. I przez nagość się wkraść do Jego serca to żadna zasługa, żadna świętość. Co więc może uczynić mnie jego? Prawda, mówisz, tylko, ona może wygnać demony i uczynić w twoim sercu niebo. Tylko ona często nie jest zbyt piękna ani już taka młoda, zgrzybiała raczej i pochylona. Usłysz ją, dobiega zewsząd z duszy i z otoczenia. To jest ten cichy szept strumienia. Jest nią szum drzew i mowa wilka, i kwiatów romantyczne słowa. Potrafi zakląć się w piosence, deszczu, czarnym wyszywanym kapeluszu, muszelce i białej sukience. Jest w kościele, gdy klęczysz i ślubujesz mężnie i w ławce drewnianej, gdzie łączycie dłonie wdzięcznie. Co nas przywiodło aż tutaj, kazało porzucić wszystko? Więc co jest prawdą jedyną, ulotną i kruchą? To ideał i do niego dążenie. To nasze senne marzenie, które strach wypowiedzieć, by nie przepadło w nicość. Śpij już...ćśśiicho
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz