wtorek, 18 listopada 2014
Uśmiechy
Słowo, gdy z czynem się spotkało, to ono wtedy memu życiu sens nadało. Pamiętam tamten mroźny wieczór i poranek, który uczynił mię szczęśliwą, uleczył zadane przez innych rany. A tym wieczorem i dniem byłeś Ty mój Zbyszku kochany. I dzień zabrał mi Ciebie zostawiając pod absolutnym samotności panowaniem. Słowo na pożegnanie rzekłeś, że nie prędko się spotkamy. A potem przyszło szaleństwo, znów tylko w słowie swój sens umieściło. Dopuściłam je, o Boże, tak naiwnie w swoje łoże. Bo słowo, samo w sobie moc ma miałką, ono z czynem ma iść w parze. Marną zaletą pomysłowość i ambicja i w łóżku odwaga, jeśli męskość zawodzi, mądrość głupieje, a siła niedomaga. Tak to potem Bóg rozdzielił, noc i dzień, by nie grzeszyli. I wciąż sens życiu może być oddany, jeśli sobie obiecamy, że się kiedyś jeszcze spotkamy.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz