wtorek, 28 października 2014

Czy byłam szczęśliwa?

 Urodziłam się w rodzinie niezbyt zamożnej, więc z marszu bez perspektyw. Długo wierzyłam, że je mam. Idealizowałam pojęcie "talentu", wierząc, że on jest najcenniejszy w życiu i droższy od pieniędzy. Byłam bardzo pilnym, ambitnym dzieckiem. Kiedy inny spędzali czas z rówieśnikami, ja siedziałam nad książkami. Potem przyszedł wiek dojrzewania. Wiek inicjacji seksualnej. Echh. Niczego nie przeżyłam, bo mój ojciec postanowił stać na straży mojej cnoty. Przeżyłam co najwyżej kilka nieudanych inicjacji alkoholowych, które kończyły się katastrofą w domu. Bicie, potem kary od jedzenia suchego chleba z wodą przez 1 tydz., klęczenia przez kilka godzin, do naturalnie zakazu jakiegokolwiek wyjścia i kontaktu z rówieśnikami. Ojciec był szczęśliwy. Udało mu się ustrzec mojej cnoty, ale jakim kosztem. Wpadliśmy wszyscy w nerwicę. Baliśmy się ojca przez wiele lat. Myślę, że do dziś dnia się go boimy. Potem próby bycia szczęśliwym choć na chwilę, kilka chwil. W LO stałam się bardzo atrakcyjna. Miałam biust większy od koleżanek i nie brzydką buzię, figurę zgrabną. Mój ojciec wpadał w coraz większy szał, gdy koledzy przychodzili do domu. Po kilkudziesięciu nieudanych próbach poderwania mnie, strach przed ojcem działał jak elektrowstrząsy, odchodzili. Ojciec był szczęśliwy. Jedzeniem  rozładowywałam napięcie. Seksualne też. Alkohol też gwarantował taki luz. Raz w tyg. obowiązkowe wyjście. Ale bez wielkich szaleństw. Ojciec trzymał nad wszystkim kontrolę, niewielkie podejrzenie o kontakt z chłopakiem skutkował karami i biciem. Więc wyjechałam do Niemiec jako opiekunka do dzieci. Zawiesiłam studia, pod pretekstem wyjazdu w celach naukowo-integracyjnych. Było jeszcze gorzej, zazdrość kobiety o podstarzałego męża. Wróciłam. Złamałam nogę na grillu i kazałam sobie nastawiać, w efekcie połamano mi w czterech miejscach. Leżąc samotnie w łóżku przez kilka miesięcy przytyłam 10 kg. Więc, gdy po długiej rehabilitacji wróciłam do żywych nie zostało już zbyt wielu adoratorów ani przyjaciół. Ojciec odetchnął. Ale zaczął szydzić z mojej tuszy. Mama zawsze trochę broniła, ale bez przekonania.Wszyscy chcieli być szczęśliwi, trudno kogokolwiek za to winić. Ale spośród tak wielkiego grona przyjaciół nie został nikt. Poza rodzicami. Koledzy znaleźli inne, ładniejsze, zgrabniejsze kandydatki na żony. Koleżanki z obawy o moją z przeszłości atrakcyjność i dawne zainteresowanie chłopaków zerwały ze mną kontakty. Postanowiłam skupić się na nauce. Uszczęśliwić kogoś, nauczycieli-przygotowaniem do zajęć, mamę i tatę-zaprzestaniem biegania po nocnych dyskotekach i klubach. Skończyłam studia. Zaczęło się mozolne poszukiwanie pracy. Postanowiłam pracować zgodnie z własnym wykształceniem. Po dwóch latach bezskutecznego szukania, poddałam się. Nikt nie chciał dzielić się ze mną swoim szczęściem i zatrudnić kolejną absolwentkę. Roznosząc ulotki znacznie schudłam. Nieoczekiwanie zaczęli się mną interesować chłopcy. Oczywiście mój rocznik był już dawno zajęty własną rodziną, więc byli to sporo młodsi faceci. Traktowałam ich jednak zawsze jak młodszych braci, nie umiałam inaczej. Raniło to ich. Odchodzili. Więc nadal byłam sama. Ale miałam kilka przelotnych romansów z młodszymi. Był też ktoś rozwiedziony i ktoś w moim wieku. Co później okazało się być błędem, bo to przez tych, w moim mniemaniu dojrzałych mężczyzn, wpadłam w spore kłopoty. I życie zweryfikowało, że wiek, z emocjonalną dojrzałością nie ma nic wspólnego. Ojciec wyłączył się z pilnowania mnie, bo nie było przez lata takiej potrzeby. To był kolejny błąd, bo ja się przyzwyczaiłam, że ktoś za mnie decyduje. Alkohol, duża ilość wypitego alkoholu, raz w knajpie, w której pracował pewien "były" mojej siostry, potem u koleżanki picie jakiegoś baardzo mocnego alkoholu i niezaplanowany seks z facetem od niej z osiedla. Aż tu, bach! Wpadka! I to na samym początku życia seksualnego, zaledwie po 3-4 razie. Szybka, nie do końca przemyślana decyzja. Aborcja! Znowu chciałam zadowolić wszystkich. Ta grzeczna dziewczynka we mnie, zawsze mnie wpędza w kłopoty. Nikt nie chciał mi pomóc, faceci chcieli realizować się zawodowo, lub zdobywać następne dziewczyny. W końcu jeden, który ze mną spał, robił karierę jako manager w knajpie, w której mnie wyrwał, drugi miał żonę i dzieci, a trzeci był zwykłym gangsterem i pijakiem z osiedla.. Ja była tylko niewygodnym świadkiem ich zdemoralizowania. "Odetnij głowę węża, a nie będzie ci już zagrażał." Ten żonaty i blokers wystarczyło, że zmienili nr tel. Manager proponował inne rozwiązanie, kosztowne. Musiałam szybko podjąć jakieś kroki, wobec wiszącego nade mną miecza Demoklesa. Tylko z jednym miałam kontakt, a on rzucił na stół 2 stówy i wyszedł. Więc zgodziłam się na wszystko. Zapożyczyłam, bo nie chciałam wciągać innych w skomplikowaną procedurę badań DNA, szukać tatusia. Oszczędzić wszystkim nerwów. Za to zgotowałam sobie samej piekło, już do końca życia. Okaleczyłam się po raz drugi. Ale oni zyskali wolność i nową szansę na życie, udowodnili swe racje i wielkość. A więc czy byłam kiedykolwiek w życiu szczęśliwa? Nie. Do tamtej chwili nie byłam szczęśliwa. A czy innych swoim życiem uczyniłam szczęśliwymi? Chyba mają się wszyscy ci mężczyźni dobrze, łącznie z moim tatą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

(Nie) Pierwszy upadek

Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka.  Wciąż bardziej podob...