wtorek, 21 października 2014
Z bólu
Gdy pada deszcz, moja prawa noga się do tańca rwie. Lewa leży wzdłuż łóżka i czeka aż zmorzy mnie sen. Ciało mnie nie słucha, bunt na pokładzie. Ktoś szepcze do ucha, gwiżdże i zagłusza myśli spokojne. Kiedy ból wzmaga się - odpływam, frunę, śnię. Byle dalej od niego, ma słabość prowadzi na manowce mnie. Daleko już jestem i ciągle oddalam się. Już płakać nie mogę, cierpienie stępiło emocje. Ten ból jest jak papier ścierny moich uczuć do Ciebie. Ratuj swą duszę, uciekaj, za rogiem znajdziesz swe szczęście, łap je. Niech już ktoś to życie zdusi, niech już żalu i wstydu nie cierpię.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz