czwartek, 30 października 2014
O czym to ja chciałam...
Moja samotność ma deseń w kratkę. Spotykamy się zwykle całkiem przypadkiem. Wpadamy na siebie znienacka, ona łapie mnie za rękę i kładzie na łopatkach. Szczególnie jest frustrująca, gdy trwa zbyt długo i nie widać jej końca. Przypadkiem zniszczyła mi życie, nazywając to karmą, karą, ciosem z ukrycia. Bardzo jest przebiegła, stara, niemiła, gdy blisko podejdzie, chowa się, bym jej nie zauważyła. Potrzebuję do walki z nią rycerza, który ją już też poznał i ma odwagę się z nią zmierzyć. Trudne to będzie zadanie, pokonać ją i zakończyć me prześladowanie. Więc pytam jeszcze raz, kto w szranki z nią stanie? Senne jest dziś me wierszowanie...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz