piątek, 17 października 2014
Szatanie!
Byłeś każdej wojny beznamiętnym obserwatorem, nawet krótko za plecami przywódców stałeś, słowa kluczowe do uszu wlewałeś. Wygłaszać puste słowa pomagałeś, chorą wyobraźnię ludzi nakręcałeś. W góry ludzi zapraszałeś, gdy śnieg i niebezpieczne lawiny zasypaniem grożą. Wszystko sobie dobrze przemyślałeś, gdy Zbyszka do mnie zachęcałeś. Psychicznie jedną usuniętą ciążą dręczoną, w pięknym, młodym chłopaku zakochać się pozwoliłeś, bo wiedziałeś, że jego odejście, będzie tą ostatnią kroplą goryczy mego smutnego życia przepełnioną. Tak, tego właśnie chciałeś. Moje nędzne życie sobie upodobałeś? Bierz, jeśli potrafisz, sznur już wieszam na szyi, chcesz jeszcze przed śmiercią mój strach zobaczyć? Przyjrzyj mi się ten ostatni raz dobrze, bo żyć nie potrafiłam, za to umrę godnie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
(Nie) Pierwszy upadek
Dziękuję Ci, że we mnie wierzysz, że wciąż rad nie dajesz... i każdego jego miarą mierzysz. Tak jak każda dobra matka. Wciąż bardziej podob...
-
Powoli do mnie dociera, ta dziwna świadomość bycia tu i teraz. Czym jestem i kim byłam. Czy ja się aż tak zmieniłam? Mogę się jednak zmienia...
-
Jeśli On Ci kiedyś powie, co tak naprawdę myśli o tobie. To może się uśmiechnę do niego jeszcze, może też się po drodze pogubię, niebożę. I ...
-
A jednak przeszła... Ta miłość w końcu odeszła... Zniknęła znienacka, tak samo nagle, jak nieoczekiwanie się zaczęła... zanim się obejrzała...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz